33.


Sesja jak zwykle zaskoczyła studentów. Mnie w tym roku zaskoczyły nawet dwie, co - jak widać - odbiło się na zapełnianiu bloga nowymi notkami i ilością wejść w statystykach (ilość wejść ze słowa siusiak nadal przoduje, a jego powtórzenie w bieżącym zdaniu pewnie znów podniesie mi liczbę wizyt ze strony napalonych dzieciaków i wielbicieli męskiej anatomii).
Na szczęście obie sesje już się skończyły, Programista dzielnie wszystko wytrzymał, a w tym trudnym czasie starał się dodawać otuchy i dotrzymywać towarzystwa komuś innemu, niż tylko swojemu pecetowi.


Kolacja zjedzona w miłej knajpce okazała się średnio przyjemna dla mojego żołądka, który wieczorem zdecydowanie zaprotestował przeciwko tego typu posiłkom. Programista naturalnie zbytnio się tym nie przejął, a moje narzekania skwitował krótko i ostatecznie.

- Strasznie mi się odbija ta kolacja...
- A pomyśl, że lustrom ciągle się odbija!

Logika umysłów ścisłych wciąż mnie zaskakuje.


Styczeń to pora bezkarnie rozprzestrzeniających się wirusów, które dopadły i mnie, co zaowocowało lekkim połamaniem. Programista empatią nie grzeszy, i poza przyniesiem gorącej herbaty podśmiewa się pod nosem z tego, że ledwo ruszam się z łóżka. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, mam nadzieję.

- A niech Ci kiedyś dysk wypadnie!
- Z komputera? Na szczęście nie ma takiej możliwości!



Zbliża się luty i nasze największe komerycjne święto, czyli walentynki. Komercyjne czy nie, ja dowody uwielbienia i sympatii przyjmuję zawsze, tym chętniej czternastego lutego. Wracając więc ze wspólnych zakupów delikatnie przypominam Programiście, że powoli nadchodzi święto zakochanych i może coś by w związku z tym postanowił.

- O, zobacz, prezenty dla zakochanych!
- Kupiłem Ci właśnie batonika i jogurt, wystarczy.

Jogurt przebija wszystko.


I na koniec zagadka: jak wg Programisty nazywa się mały żuczek, który robi kulki z odchodów i toczy je po lesie?

- Żuczek gnojotoczek.



skomentuj (6)



32.


Idealnie i zupełnie przypadkowo poniższa 32 notka przypada na 1 (słownie: pierwszą) rocznicę bloga. W lodówce chłodzą się dwa szampany i szynka, a Programista jak zwykle nie wie, że mamy dziś jakąkolwiek rocznicę. Uczcijmy ją więc minutą jakże posępnej ciszy.

Już.


Poświątecznie wyruszyliśmy na krótką wycieczkę do stolicy małopolski. Jak wiadomo, wycieczki takie cechują się koniecznością kupienia sobie pamiątki z miejsca pobytu, która będzie nam przypominać o mile spędzonym czasie. Dla Programisty definicja owej pamiątki jest jednak nieco inna, niż dla całej reszty społeczeństwa.

- Chodź, pójdziemy do empiku i kupimy jakąś pamiątkę z wyjazdu.
- Jaką pamiątkę?
- Jakąś fajną gierkę komputerową.


Zwiedzanie miasta dostarczyło Programiście wielu zdziwień i zaskoczeń. Na Wawelu próbował rozszyfrować tajemnicze tabliczki wbite w trawniki, o których wszyscy wiedzą, że nakazują nie deptać trawników. Wszyscy poza Programistą, naturalnie.

- Co to za znaczek? Nie rzucać granatów?


Powróciliśmy akurat na sylwestrową imprezę, gdzie największą atrakcją były sałatka z tuńczyka, scrabble oraz duże zapasy wina w lodówce. Wino kupował Programista, tak więc to do niego właśnie znajomi kierowali swoje pytania o bukiet i aromat trunków.

- Chciałam wiedzieć, czy to wino jest półsłódkie, półwytrawne, wytrawne?
- Ono jest z Tesco.

I wszystko jasne.


skomentuj (11)



31.


Ostatnio zrobiłam Programiście typowo babską awanturę pt. "Czemu nie domyślisz się, mężczyzno, o co mi chodzi!". Wyrzuciłam z siebie wszystkie żale i pretensje, że spędza czas głównie z komputerem, w ogóle się mną nie zajmuje, nie kocha i wcale nie potrzebuje (dementuję tym samym plotki, że niby Programista ma taką fajną dziewczynę). Obiekt mych oskarżeń w milczeniu sprawę przemyślał, po czym następnego dnia zabrał mnie na romantyczną randkę do lokalu słynącego z warzenia dobrego, pszenicznego piwa, wyposażając się wcześniej w paletę romantycznych tekstów, typu:

- Dlaczego nie patrzysz mi w oczy? W Twoich oczach odbija się ciepło mej miłości!


Był też czas na elementy z programistycznej biografii.

- Za czasów mojej gotyckiej przeszłości chciałem sobie kupić sutannę i chodzić w niej zamiast płaszcza.


Wychodzimy z lokalu. Zimno jak diabli, chociaż to nawet nie mróz. Mój ekstrawertyzm musi się z kimś podzielić dojmującym uczuciem zamarzania, z braku większego wyboru pada na Programistę.

- Ale zimno!
- Bo masz dużo grzechów w sercu!



A na koniec program dowolny, Programista opowiada zagadkę.

- Wiesz kim był pingwinek?
- Co?
- Kurwa, spaliłem. Miało być: wiesz, kim był Pik Pok?


skomentuj (8)



30.


Weekendowym popołudniem wybraliśmy się do przytulnej herbaciarni. Jak to w herbaciarni bywa, ja uraczyłam się kawą, a Programista grzanym winem, ale nie o tym miało być. Miła pani przyniosła menu, więc zagłębiliśmy się w zawartej tam treści. Co zwróciło uwagę Programisty?

- O, patrz, poznajesz ten font? Comic sans!


Urozmaicania pożycia ciąg dalszy. Tym razem wpadliśmy na pomysł poświątecznego wypadu do dawnej polskiej stolicy, więc żeby Programiście się nie odwidziało szybko zaczęłam szukać hoteli i odpowiadających nam pokoi, gdyż gusta nasze zaspokoić dość trudno. Szczegóły jak zwykle wyłapywał Programista.

- Opłata za zwierzę w pokoju - 20 zł za dobę.
- A co, będziemy tam mieli jakieś zwierzęta?
- Tak, mnie. Ja jestem dzikim zwierzęciem, roarr!


Dodatkowych opłat za niepełnosprawnego umysłowo programistę szczęśliwie nie przewidzieli.


I znów weekend, tyle że następny. Zgodziłam się na wybrany przez Programistę refleksyjny film, traktujący o księdzu molestującym seksualnie ministrantów tylko dlatego, że podczas wcześniejszych zakupów nabyłam odpowiednią ilość kolorowych, butelkowanych drinków (sztuk dwa). Film bardzo ciekawy, typowo na sobotni wieczór, czytam więc sobie etykietki na butelkach.

- Wiesz, że jeden taki drink ma 4,4% alkoholu?
- Uważaj, bo się upijesz i będziesz ogrem. Tfu, ogierem.

Co pan na to, panie Freud?



A jutro świętujemy [x] rocznicę, w związku z czym życzę nam szczęścia, świętego spokoju i rychłej przeprowadzki.


skomentuj (8)



29.

Mające ostatnio miejsce w naszej czasoprzestrzeni pewne opóźnienie w dodawaniu notek Programista podsumował dość ostro:

- Znowu nie ma nowej notki. W ogóle nie masz pomysłów. Jesteś bezpłodna!

Bić się w piersi nie będę, bo jeszcze mi się zdeformują, ale żałuję i obiecuję poprawę. Programista żywo zareagował na notkę poprzednią, tzn. chyżo pobiegł do komputera gdy oznajmiłam, że coś nabazgrałam, ale oczekując wybuchu śmiechu lekko się przeliczyłam.

- Coś się nie śmiejesz, czyli wyszło nudne.
- Nie śmieję się, bo jestem gotycki.


Ponieważ niedługo czeka nas przeprowadzka, ogarnął mnie żywioł przeglądania czasopism dotyczących architektury wnętrz, wszelkich dekoracji, upiększeń, no i oczywiście prospektów z meblami do każdego możliwego pomieszczenia. Szczerze więc pokochałam Ikeę za to, że w odpowiednim momencie podrzuciła mi do skrzynki swój najnowszy katalog. Próbowałam wciągnąć w meblowanie mieszkania Programistę, ale jak zwykle coś musiało być nie tak.

- Nudny ten katalog.
- A co powinien mieć katalog, żeby był ciekawy?
- Gołe baby.


Po wstępnym urządzeniu mieszkania, głównie w mojej wyobraźni, przyszła pora na wybór przyszłego, na razie jeszcze dośc mocno hipotetycznego, samochodu. Na telewizyjne reklamy aut typu SUV lub MPV reaguję jak kot na walerianę (może oprócz wycia), ale jest to mój zdecydowanie wymarzony przyszły środek transportu i dobrze, żeby mężczyzna mojego życia wziął to pod uwagę, gdy będziemy się już usamochodawiać.

- O, ja to lubię takie duuże samochody, jak największe.
- To kup sobie tramwaj.

Walnęłam focha.


skomentuj (14)



28.


Tak, wiem, długo nie było update'a. Jednak październik nie jest u nas miesiącem oszczędzania, ale miesiącem prób stworzenia dogodnego grafiku zawodowo-uczelniano-szkolnego. Dodatkowo prawdopodobnie w najbliższym czasie czeka nas przeprowadzka, więc chwilowo każdą wolną chwilę, póki takowe istnieją, wykorzystujemy na odrabianie zaległości książkowych i sennych (ja) lub komputerowych (Programista).

Nieoczekiwanie w październiku nadeszła zima. Jestem zdecydowanie ciepłolubna, więc natychmiastowo zorganizowałam wyprawę do świątyni konsumpcji celem zakupienia ciepłego, jesiennego płaszcza, oczywiście z Programistą w formie doradcy. Chwilowo gustuję w fiolecie, ciemnym granacie i tego typu kolorach, więc i na taki płaszcz miałam ochotę, ale nie spotkało się to z programistyczną aprobatą. Wręcz przeciwnie, wyszło jak zwykle.

- Nie lubię takich ponurych kolorów, ostatnio wolę jasne.
- A jaki płaszcz nie byłby ponury?
- Czarny.

No i mam kolejny czarny płaszcz.


Centrum miasta. Idąc chodnikiem, mijamy klomb z już nieco zwiędłymi kwiatkami, pachnącymi głównie ołowiem i resztą składu samochodowych spalin. W tym momencie Programistę nachodzi romantyczny nastrój.

- Chcesz kwiatka?

Jakby to powiedzieć, nie miałam ochoty.


skomentuj (11)



27.


Z powodu obchodzonego 13 września Dnia Programisty, kolega onet w połączeniu z blog.pl znów przyczynili się do nagłego wzrostu liczby wejść na bloga, publikując coś na kształt wywiadu z autorką. Wywiad jak wywiad, ale komentarze! Uprzejmie donoszę, iż między innymi dowiedziałam się, że:
- Programista nie istnieje, to tylko historyjki wyssane z palca
- zamiast wymyślać takie oto historie, powinnam zająć się sprzątaniem domu lub rodzeniem dzieci
- Programista istnieje, ale to zapuszczony nieudacznik, który nie widzi świata poza komputerami
- traktuję Programistę jako świnkę doświadczalną bądź też królika doświadczalnego, co w połączeniu z pisaniem o nim bloga jest godne pożałowania
i teraz najlepsze:
- jestem starą, zdesperowaną, zakompleksioną sklepową (!), która tak stereotypowe bajki wymyśla podczas samotnego wieczoru spędzanego przy piwie ze zdecydowanie niższej półki
Nie liczyłam, ile razy popłakałam się ze śmiechu i spadłam z łóżka powalona głębią owych komentarzy. Zainteresowanym wyjaśniam jednak, iż Programista to realnie istniejący mężczyzna z krwi i kości, czysty i zadbany, oddychający tym samym powietrzem co reszta ludzkości. Bynajmniej nie zgłasza zastrzeżeń co do tego, jak go traktuję, braku dzieci lub nieposprzątanego mieszkania. W sklepie jeszcze nie pracowałam, ale kto wie, a od piwa wolę wino długo leżakujące w piwnicy.


Siedzimy z Programistą w przytulnej knajpce, której to przytulność jest dość mocno zaburzana przejmującym wyciem i marudzeniem dziecka przy stoliku nieopodal. Widzę po minie Programisty, że najchętniej rzuciłby w nie widelcem, więc staram się je jakoś usprawiedliwić i wyjaśnić sytuację.

- Pewnie zęby jej idą i jest nieznośna.
- No to Tobie chyba idą bez przerwy.


Weekendy to obecnie jedyne dni, kiedy możemy spędzić wspólnie trochę czasu. I kiedy w sobotę zwykle wygrywam ja, to już w niedzielę przewagę zaczyna zyskiwać komputer i ciężko mi zmusić Programistę do wyjścia gdziekolwiek, nawet na zwykły spacer.

- No chodź gdzieś, przejdziemy się, pospacerujemy...
- Jak chcesz spacerować, to kup sobie psa.


I kolejne ciekawe googlowe keywordy:
- sesja dziewczyn w łazience
- siusiak u dziewczyn
Zastanawiam się, czy ktoś szukający dziewczyn z siusiakiem jest usatysfakcjonowany, trafiając na taką a nie inną stronę.


skomentuj (13)




2010
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń


Goście, goście: dopisz się | zobacz

Zimno | Kilowatogodziny | Straszny ojciec | Pierwsza klasa | Panna O. | Gadane | Rozmawiamy | Pani T. | Ostry dyżur | Prostak | Achzari | Wussup | Pokój nauczycielski | Vogue | Ratunku, co robić? | Pomarańczowa mantra | Od rana do wieczora | Zezowaty dagerotyp



Layout: Fuckthaluv For: Layout4you



statystyka