|
47.
Uprzedzając wszelkie plotki, jakie z pewnością mają zamiar w najbliższym czasie nadejść (ach, ta sława) - nie, nie umarliśmy śmiercią tragiczną w pożarze mikrofalówki przyrządzając popcorn na kolację, ani nie wyjechaliśmy na Dominikanę pławić się w luksusie dzięki wygranej w Lotto.
Żyjemy i mamy się dobrze, choć ostatnie miesiące były zdecydowanie zbyt intensywne - ja przygotowywałam się do egzaminów dyplomowych (już za mną) i obrony magisterki (jeszcze przede mną), a Programista starał się ze mną jakoś wytrzymać.
Należy mu się pomnik trwalszy niż ze spiżu, skoro po kolejnej awanturze o nieodniesione do zlewu kubki po kawie czy nierozwieszony po kąpieli ręcznik nie zdecydował się wynieść z komputerem oraz łóżkiem do pobliskiego parku.
Dziś więc tylko krótkie przypomnienie jak wygląda życie z Programistą i zapewnienie, że w tym względzie nic się u nas nie zmieniło.
Ciepła wiosna oraz nadchodzące lato powodują, że coraz częściej i intensywniej staram się namówić Programistę na spacer. I bynajmniej nie mam tu na myśli wielogodzinnej wyprawy do lasu za miastem - zadowala mnie nawet półgodzinne wyjście do parku. Jednak czasem i to jest zbyt dużym wymaganiem w stosunku do Programisty.
- Chodźmy na jakiś spacer...
- Mogę Ci balkon otworzyć.
Lato i upał nie przeszkadzają mi tak bardzo, póki trwają w dzień. Jednak upalne noce, jeśli nie mamy tu na myśli nieco bardziej metaforycznego znaczenia tego sformułowania, są dla mnie nie do zniesienia. Zwłaszcza przez uparte Programistyczne tendencje do spania w poprzek łóżka, dzięki czemu nie ma na nim ani jednego chłodnego miejsca dla mnie.
- I połóż się na swojej połowie!
- Ty jesteś moją połową i chętnie się na Tobie położę.
Upalne noce, prawda.
skomentuj (10) 46.
Ponieważ nielubiane przez Programistę walentynki minęły dość dawno, a
dziś Dzień Kobiet - święto, które jest dla niego ewentualnie
akceptowalne - kilka przykładów tego, że z Programistą Dzień Kobiet jest
niemalże codziennie, a przynajmniej on tak twierdzi.
Odpoczynek po sesji starałam się wykorzystać do maksimum i nadrobić
książkowe zaległości - zwłaszcza po zatrważających medialnych
doniesieniach, iż zdecydowana większość Polaków książek używa głównie
jako dekoracji mieszkania, a i to niezbyt często. Ale żeby Programista
nie cieszył się zbytnio tym, że zajmuję się sama sobą i nie absorbuję jego osoby, postanowiłam
poczytać u niego w pokoju.
- Przyjdę do Ciebie sobie poczytać, dobra?
- Ale co, nago czy w samym staniku?
Wg męskiej logiki wszystko i tak sprowadza się w końcu do jednego.
Programista wyposażony jest w tę fascynującą funkcję, która pozwala mu
słyszeć mnie dobrze wtedy, kiedy chcę iść z nim na piwo bądź do łóżka,
ale staje się dziwnie głuchy gdy proszę, żeby pozmywał czy odkurzył.
Staram się zaczynać więc każde zdanie od słów, które mogłyby go
ewentualnie zainteresować, ale nie zawsze mi się to niestety udaje.
- Kochanie...
- Co? Alkohol nie?
No dobrze, wszystko sprowadza się jednak do dwóch rzeczy.
Chwilowo Programista wypróbowuje więc rozwiązanie pt. "udaję, że Cię nie słyszę",
co osobiście doprowadza mnie do szewskiej pasji i sprawia, że mam
ochotę zabić go tępym nożem, jakich u nas nie brakuje. Oczywiście
Programista nic sobie z tego nie robi.
- I znowu to robisz! No przecież ja Cię...
- Kocham! - ... - Jestem mistrzem ciętej riposty.
A dziś na Dzień Kobiet dostałam taki oto prezent.
- Popatrz, Ty chrapiesz ale i tak jesteś idealna!
Innych punktów dla utrzymania tego poglądu nie prostowałam.
skomentuj (8) 45.
Wraz z Programistą zgodnie cierpimy na styczniowy brak czasu, spowodowany dużą ilością pracy (on) oraz nieustannym pisaniem pracy magisterskiej i sesją (ja). Na szczęście zawsze znajdzie się chwila na dwie najważniejsze w życiu człowieka czynności.
Robiąc kolację z nieukrywanym zdziwieniem zauważam, że kupione parę dni temu pieczywo niezbyt nadaje się do spożycia ani czegokolwiek innego - w końcu penicylina została odkryta już dość dawno, a innego zastosowania dla pleśni nie znam.
- O, patrz. Chleb już spleśniał.
- Nawet na konserwantach teraz oszczędzają.
Sezon grypowy i grypopodobny w pełni. Zarazki dopadają jak zwykle najsłabsze ogniwo, czytaj: mnie.
- Mam katar...
- Pamiętaj, pierwsza zasada w seksie - kto ma katar ten jest na dole!
Chleba i igrzysk!, aż chciałoby się powiedzieć.
skomentuj (8) 44.
Z błogiego snu, w którym młoda, szczupła, piękna i z tytułem magistra biegam sobie po plaży niczym Pamela Anderson w "Słonecznym Patrolu", wyrywa mnie hałas, powodowany oczywiście przez krzątającego się nad ranem Programistę. Opuszczając cudowne obrazy podświadomości powoli przypominam sobie, że zaplanował sobie odchudzające wyjście na basen celem unicestwienia spożytych dnia poprzedniego kalorii. Znając jego fenomenalną pamięć dopytuję, czy na pewno zabrał ze sobą wszystko, co potrzebne.
- Wszystko wziąłeś na basen?
- Tak. - Ręcznik też? - Nie, jestem anarchistą.
Programista - anarchista, zdegustowany po powrocie ilością basenów, jakie udało mu się przepłynąć, nie jest wdzięcznym obiektem do próśb o odkurzenie pokoju czy pozmywanie. Dlatego też muszę uciekać się do małych podstępów.
- Gdzie idziesz?
- Odchodzę! - To weź śmieci przy okazji.
A na koniec dowód na istnienie różnic między węchem kobiety a mężczyzny. Lub też dziwnych zachowań sąsiadów, gdyż nasze wrażenia węchowe podczas spaceru klatką schodową spowodowały obopólną konsternację oraz chwilę refleksji na półpiętrze co też może się dziać w mieszkaniach, które mijamy.
- O, czuję grzybki.
- A ja chlor. skomentuj (2) 43.
Programista w wersji magisterskiej zyskał nagle więcej wolnego czasu, którego - o dziwo - nie spędza tylko przed komputerem. Udając, że idzie do kuchni zrobić sobie siódmą tego dnia kawę, co i rusz podsłuchuje gadające w telewizji głowy, dodając od siebie oczywiście stosowny do sytuacji komentarz.
Mądra pani dzieli się na przykład złotą myślą, iż zawsze poniesiemy konsekwencje swoich wyborów.
- O, to tak jak w Falloucie.
Z kolei Fakty czy też inne Wiadomości działają pobudzająco na moje receptory zazdrości ukazując na ekranie pana Putina, który ot tak, po prostu, dostaje od kogoś psa - obiekt mych westchnień i nieziszczonych do tej pory marzeń, bo według Programisty pies i dwa koty to chwilowo za dużo szczęścia na raz.
- Patrz, Putin dostał psa. Ja też chcę być Putinem.
- Ty już jesteś Putinem - u nas w domu.
Kiedy indziej, nie mogąc się zdecydować na rozpoczęcie w końcu diety białkowej i oglądając wszystkie możliwe programy typu jak przygotować kurczaka na tysiąc osiemset trzy sposoby, trafiam na zdecydowanie antyfeministyczną prowadzącą głoszącą zaskakującą tezę, iż najlepsi kucharze na świecie to mężczyźni. Poczułam, że żyjemy w zdecydowanie innych światach.
- Słyszałeś? Najlepsi kucharze to mężczyźni. Szkoda, że u nas się to nie sprawdza.
- Kiedyś Cię zaskoczę, zobaczysz. - Przeżyję? - Nie mogę powiedzieć, to element niespodzianki.
Nie gotuje, nie pozwala kupić psa, twierdzi że jestem rosyjskim autokratą - bez czego nie mogło się więc obyć?
- Już foch! Już słyszę szelest ze złością opadających kącików ust!
Muszę sobie chyba znaleźć inny sposób ekspresji.
skomentuj (13) 42.
Z dumą informuję Szanownych Czytelników, iż Programista szczęśliwie obronił się. Oczywiście egzaminem tym zupełnie się nie przejął, w przeddzień wesoło oglądał ze mną youtube'a i popijał piwo. Później również nic się nie zmieniło - po obronie zainteresował się głównie tym co i przede wszystkim kiedy planuję zrobić na obiad.
- Może zrobię kurczaka?
- A cycki czy udka? - Udka. - I dobrze, cycki wolę na żywo.
Nadal niestrudzenie próbuje też wyedukować swoją kobietę w kwestiach obsługi pewnych urządzeń domowych. Dla wyjaśnienia dodajmy, że przedmioty niezbędne do życia, typu pralka, pozostają poza zasięgiem umiejętności technicznych Programisty, są dla niego nieodgadnioną tajemnicą i sprawiają jedynie radość ilością migających w nich światełek.
- Czy ja mogę swojego laptopa podłączyć do tego kina domowego?
- Może być ciężko. W Twoim laptopie nie ma wyjścia optycznego. W moim też nie, ale mam kartę zewnętrzną i ona takowe ma. Może ten sprzęt ma też wejście jackowe, nie patrzyłem dokładnie - jeśli ma, to kabel jack - jack i gotowe. - Czyli tak w skrócie - nie zrobię tego teraz sama? - Zasadniczo nie.
I mimo wszystko ciągle jest tym miłym, kochającym, wyrozumiałym Programistą.
- Ach jak ten koleś mnie wkurwia. Bardziej niż Ty momentami.
- Serio? - Też nie sądziłem, że to w ogóle możliwe.
Podsumowując: Programista z tytułem naukowym niczym nie różni się od wersji poprzedniej.
skomentuj (7) 41.
Październik zawitał do nas pod znakiem prac magisterskich. Programista szczęśliwie zakończył pisanie swego wiekopomnego dzieła, broni się w przyszłym tygodniu, czym zupełnie się nie przejmuje i chwilowo najbardziej zajmuje go zaplanowanie alkoholowego menu na sobotnią parapetówę. Ja z kolei już zaczynam się denerwować obroną, którą mam w przyszłym roku, ale nawet to nie motywuje mnie do napisania czegokolwiek poza spisem treści.
Ostatni rok moich studiów rozpoczął się fascynującymi ćwiczeniami, z których większość kończy się na "-terapia" i jest niezwykle przydatna w codziennym życiu. Zainteresowanie wzbudziły jedynie u Programisty.
- Jakie masz dzisiaj zajęcia?
- Biblioterapię. - To coś o Biblii?
- Wstawaj!
- Nie będziesz mnie terroryzować i mówić, czy mam wstać czy nie!
- Kup sobie suknię z mięsa!
skomentuj (10) |