Tak, wiem, długo nie było update’a. Jednak październik nie jest u nas miesiącem oszczędzania, ale miesiącem prób stworzenia dogodnego grafiku zawodowo-uczelniano-szkolnego. Dodatkowo prawdopodobnie w najbliższym czasie czeka nas przeprowadzka, więc chwilowo każdą wolną chwilę, póki takowe istnieją, wykorzystujemy na odrabianie zaległości książkowych i sennych (ja) lub komputerowych (Programista).

Nieoczekiwanie w październiku nadeszła zima. Jestem zdecydowanie ciepłolubna, więc natychmiastowo zorganizowałam wyprawę do świątyni konsumpcji celem zakupienia ciepłego, jesiennego płaszcza, oczywiście z Programistą w formie doradcy. Chwilowo gustuję w fiolecie, ciemnym granacie i tego typu kolorach, więc i na taki płaszcz miałam ochotę, ale nie spotkało się to z programistyczną aprobatą. Wręcz przeciwnie, wyszło jak zwykle.

- Nie lubię takich ponurych kolorów, ostatnio wolę jasne.
- A jaki płaszcz nie byłby ponury?
- Czarny.

No i mam kolejny czarny płaszcz.

Centrum miasta. Idąc chodnikiem, mijamy klomb z już nieco zwiędłymi kwiatkami, pachnącymi głównie ołowiem i resztą składu samochodowych spalin. W tym momencie Programistę nachodzi romantyczny nastrój.

- Chcesz kwiatka?

Jakby to powiedzieć, nie miałam ochoty.