Ostatnio zrobiłam Programiście typowo babską awanturę pt. „Czemu nie domyślisz się, mężczyzno, o co mi chodzi!”. Wyrzuciłam z siebie wszystkie żale i pretensje, że spędza czas głównie z komputerem, w ogóle się mną nie zajmuje, nie kocha i wcale nie potrzebuje (dementuję tym samym plotki, że niby Programista ma taką fajną dziewczynę). Obiekt mych oskarżeń w milczeniu sprawę przemyślał, po czym następnego dnia zabrał mnie na romantyczną randkę do lokalu słynącego z warzenia dobrego, pszenicznego piwa, wyposażając się wcześniej w paletę romantycznych tekstów, typu:

- Dlaczego nie patrzysz mi w oczy? W Twoich oczach odbija się ciepło mej miłości!


Był też czas na elementy z programistycznej biografii.

- Za czasów mojej gotyckiej przeszłości chciałem sobie kupić sutannę i chodzić w niej zamiast płaszcza.
Wychodzimy z lokalu. Zimno jak diabli, chociaż to nawet nie mróz. Mój ekstrawertyzm musi się z kimś podzielić dojmującym uczuciem zamarzania, z braku większego wyboru pada na Programistę.

- Ale zimno!
- Bo masz dużo grzechów w sercu!
A na koniec program dowolny, Programista opowiada zagadkę.

- Wiesz kim był pingwinek?
- Co?
- Kurwa, spaliłem. Miało być: wiesz, kim był Pik Pok?