dziewczyna-programisty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

33.

10 komentarzy

Sesja jak zwykle zaskoczyła studentów. Mnie w tym roku zaskoczyły nawet dwie, co – jak widać – odbiło się na zapełnianiu bloga nowymi notkami i ilością wejść w statystykach (ilość wejść ze słowa siusiak nadal przoduje, a jego powtórzenie w bieżącym zdaniu pewnie znów podniesie mi liczbę wizyt ze strony napalonych dzieciaków i wielbicieli męskiej anatomii).
Na szczęście obie sesje już się skończyły, Programista dzielnie wszystko wytrzymał, a w tym trudnym czasie starał się dodawać otuchy i dotrzymywać towarzystwa komuś innemu, niż tylko swojemu pecetowi.
Kolacja zjedzona w miłej knajpce okazała się średnio przyjemna dla mojego żołądka, który wieczorem zdecydowanie zaprotestował przeciwko tego typu posiłkom. Programista naturalnie zbytnio się tym nie przejął, a moje narzekania skwitował krótko i ostatecznie.
- Strasznie mi się odbija ta kolacja…


- A pomyśl, że lustrom ciągle się odbija!

Logika umysłów ścisłych wciąż mnie zaskakuje.

Styczeń to pora bezkarnie rozprzestrzeniających się wirusów, które dopadły i mnie, co zaowocowało lekkim połamaniem. Programista empatią nie grzeszy, i poza przyniesiem gorącej herbaty podśmiewa się pod nosem z tego, że ledwo ruszam się z łóżka. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, mam nadzieję.

- A niech Ci kiedyś dysk wypadnie!
- Z komputera? Na szczęście nie ma takiej możliwości!

Zbliża się luty i nasze największe komerycjne święto, czyli walentynki. Komercyjne czy nie, ja dowody uwielbienia i sympatii przyjmuję zawsze, tym chętniej czternastego lutego. Wracając więc ze wspólnych zakupów delikatnie przypominam Programiście, że powoli nadchodzi święto zakochanych i może coś by w związku z tym postanowił.

- O, zobacz, prezenty dla zakochanych!
- Kupiłem Ci właśnie batonika i jogurt, wystarczy.

Jogurt przebija wszystko.

I na koniec zagadka: jak wg Programisty nazywa się mały żuczek, który robi kulki z odchodów i toczy je po lesie?

- Żuczek gnojotoczek.

32.

11 komentarzy
Idealnie i zupełnie przypadkowo poniższa 32 notka przypada na 1 (słownie: pierwszą) rocznicę bloga. W lodówce chłodzą się dwa szampany i szynka, a Programista jak zwykle nie wie, że mamy dziś jakąkolwiek rocznicę. Uczcijmy ją więc minutą jakże posępnej ciszy.

Już.
Poświątecznie wyruszyliśmy na krótką wycieczkę do stolicy małopolski.
Jak wiadomo, wycieczki takie cechują się koniecznością kupienia sobie
pamiątki z miejsca pobytu, która będzie nam przypominać o mile
spędzonym czasie. Dla Programisty definicja owej pamiątki jest jednak
nieco inna, niż dla całej reszty społeczeństwa.

- Chodź, pójdziemy do empiku i kupimy jakąś pamiątkę z wyjazdu.
- Jaką pamiątkę?
- Jakąś fajną gierkę komputerową.

Zwiedzanie miasta dostarczyło Programiście wielu zdziwień i zaskoczeń. Na Wawelu próbował rozszyfrować tajemnicze tabliczki wbite w trawniki, o których wszyscy wiedzą, że nakazują nie deptać trawników. Wszyscy poza Programistą, naturalnie.

- Co to za znaczek? Nie rzucać granatów?

Powróciliśmy akurat na sylwestrową imprezę, gdzie największą atrakcją były sałatka z tuńczyka, scrabble oraz duże zapasy wina w lodówce. Wino kupował Programista, tak więc to do niego właśnie znajomi kierowali swoje pytania o bukiet i aromat trunków.

- Chciałam wiedzieć, czy to wino jest półsłódkie, półwytrawne, wytrawne?
- Ono jest z Tesco.

I wszystko jasne.


  • RSS