Z błogiego snu, w którym młoda, szczupła, piękna i z tytułem magistra biegam sobie po plaży niczym Pamela Anderson w „Słonecznym Patrolu”, wyrywa mnie hałas, powodowany oczywiście przez krzątającego się nad ranem Programistę. Opuszczając cudowne obrazy podświadomości powoli przypominam sobie, że zaplanował sobie odchudzające wyjście na basen celem unicestwienia spożytych dnia poprzedniego kalorii. Znając jego fenomenalną pamięć dopytuję, czy na pewno zabrał ze sobą wszystko, co potrzebne.

- Wszystko wziąłeś na basen?
- Tak.
- Ręcznik też?
- Nie, jestem anarchistą.
Programista – anarchista, zdegustowany po powrocie ilością basenów, jakie udało mu się przepłynąć, nie jest wdzięcznym obiektem do próśb o odkurzenie pokoju czy pozmywanie. Dlatego też muszę uciekać się do małych podstępów.

- Gdzie idziesz?
- Odchodzę!
- To weź śmieci przy okazji.
A na koniec dowód na istnienie różnic między węchem kobiety a mężczyzny. Lub też dziwnych zachowań sąsiadów, gdyż nasze wrażenia węchowe podczas spaceru klatką schodową spowodowały obopólną konsternację oraz chwilę refleksji na półpiętrze co też może się dziać w mieszkaniach, które mijamy.

- O, czuję grzybki.
- A ja chlor.