Ponieważ nielubiane przez Programistę walentynki minęły dość dawno, a
dziś Dzień Kobiet – święto, które jest dla niego ewentualnie
akceptowalne – kilka przykładów tego, że z Programistą Dzień Kobiet jest
niemalże codziennie, a przynajmniej on tak twierdzi.
Odpoczynek po sesji starałam się wykorzystać do maksimum i nadrobić
książkowe zaległości – zwłaszcza po zatrważających medialnych
doniesieniach, iż zdecydowana większość Polaków książek używa głównie
jako dekoracji mieszkania, a i to niezbyt często. Ale żeby Programista
nie cieszył się zbytnio tym, że zajmuję się sama sobą i nie absorbuję jego osoby, postanowiłam
poczytać u niego w pokoju.

- Przyjdę do Ciebie sobie poczytać, dobra?
- Ale co, nago czy w samym staniku?

Wg męskiej logiki wszystko i tak sprowadza się w końcu do jednego.

Programista wyposażony jest w tę fascynującą funkcję, która pozwala mu
słyszeć mnie dobrze wtedy, kiedy chcę iść z nim na piwo bądź do łóżka,
ale staje się dziwnie głuchy gdy proszę, żeby pozmywał czy odkurzył.
Staram się zaczynać więc każde zdanie od słów, które mogłyby go
ewentualnie zainteresować, ale nie zawsze mi się to niestety udaje.

- Kochanie…
- Co? Alkohol nie?

No dobrze, wszystko sprowadza się jednak do dwóch rzeczy.
Chwilowo Programista wypróbowuje więc rozwiązanie pt. „udaję, że Cię nie słyszę„,
co osobiście doprowadza mnie do szewskiej pasji i sprawia, że mam
ochotę zabić go tępym nożem, jakich u nas nie brakuje. Oczywiście
Programista nic sobie z tego nie robi.

- I znowu to robisz! No przecież ja Cię…
- Kocham!
- …
- Jestem mistrzem ciętej riposty.
A dziś na Dzień Kobiet dostałam taki oto prezent.

- Popatrz, Ty chrapiesz ale i tak jesteś idealna!

Innych punktów dla utrzymania tego poglądu nie prostowałam.