Uprzedzając wszelkie plotki, jakie z pewnością mają zamiar w najbliższym czasie nadejść (ach, ta sława) – nie, nie umarliśmy śmiercią tragiczną w pożarze mikrofalówki przyrządzając popcorn na kolację, ani nie wyjechaliśmy na Dominikanę pławić się w luksusie dzięki wygranej w Lotto.

Żyjemy i mamy się dobrze, choć ostatnie miesiące były zdecydowanie zbyt intensywne – ja przygotowywałam się do egzaminów dyplomowych (już za mną) i obrony magisterki (jeszcze przede mną), a Programista starał się ze mną jakoś wytrzymać.
Należy mu się pomnik trwalszy niż ze spiżu, skoro po kolejnej awanturze o nieodniesione do zlewu kubki po kawie czy nierozwieszony po kąpieli ręcznik nie zdecydował się wynieść z komputerem oraz łóżkiem do pobliskiego parku.

Dziś więc tylko krótkie przypomnienie jak wygląda życie z Programistą i zapewnienie, że w tym względzie nic się u nas nie zmieniło.
Ciepła wiosna oraz nadchodzące lato powodują, że coraz częściej i intensywniej staram się namówić Programistę na spacer. I bynajmniej nie mam tu na myśli wielogodzinnej wyprawy do lasu za miastem – zadowala mnie nawet półgodzinne wyjście do parku. Jednak czasem i to jest zbyt dużym wymaganiem w stosunku do Programisty.

- Chodźmy na jakiś spacer…
- Mogę Ci balkon otworzyć.
Lato i upał  nie przeszkadzają mi tak bardzo, póki trwają w dzień. Jednak upalne noce, jeśli nie mamy tu na myśli nieco bardziej metaforycznego znaczenia tego sformułowania, są dla mnie nie do zniesienia. Zwłaszcza przez uparte Programistyczne tendencje do spania w poprzek łóżka, dzięki czemu nie ma na nim ani jednego chłodnego miejsca dla mnie.

- I połóż się na swojej połowie!
- Ty jesteś moją połową i chętnie się na Tobie położę.

Upalne noce, prawda.