Co prawda walentynki były już dawno, Dzień Kobiet również, a
urodziny mam dopiero za jakiś czas, ale to wszystko nie przeszkadza
Programiście w (chwilowym oczywiście) przypływie miłości , dobrego serca i
komplementów – najwyraźniej kwiecień jest oficjalnym miesiącem dobroci dla
własnej narzeczonej.

W piątkowe popołudnie, celebrując rozpoczynający się
weekend, siedzimy w czeskiej knajpce, która bynajmniej nie znajduje się w
Czechach, a w reprezentacyjnym centrum mało reprezentacyjnego miasta w centrum
Polski. Nieoczekiwanie dla nas pojawia się tłum, złożony głównie z mężczyzn w
wieku okołoemerytalnym. Programista patrzy na nich z kiepsko ukrywaną
niechęcią, po czym przez zęby cedzi:

- Spadać, to moja randka, nie wasza!

Jak na wiek okołoemerytalny przystało, panowie zmysł słuchu
mieli już na szczęście nieco przytępiony.
Innym razem oglądamy w tv kolejny program odkrywający ukryte
w Polakach talenty. Oglądanie polega na tym, że oboje siedzimy przed swoimi
komputerami i odbieramy głównie bodźce słuchowe. Pan prowadzący, z właściwą
sobie emfazą, informuje publiczność w studiu oraz przed telewizorami z
nieopłaconym abonamentem, że „niektórzy nie odkryli jeszcze w sobie tego czegoś”.
Czas więc na chwilę refleksji.
- Ja też jeszcze w sobie tego nie odkryłam…
- Ja w Tobie odkryłem!
- Ciekawe co.
- Dzikość!

Pierwsze słyszę.