dziewczyna-programisty blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

52.

2 komentarzy
Tanie linie lotnicze, których ostatnio coraz więcej, kuszą co i rusz nowymi promocjami i ofertami z serii „poleć za 1 zł do Bangkoku„. No, może nie aż tak atrakcyjnymi. Newslettery pełne są jednak ciekawych propozycji, którymi staram się skutecznie zainteresować Programistę w przerwach tworzenia przez niego Bardzo Ważnego Projektu. Niestety, okazuje się to zadaniem zdecydowanie zbyt trudnym.
- O, patrz: Brema za 45 zł !
- Kto ma?
Skoro więc chwilowo nie jesteśmy w stanie wybrać się gdzieś dalej niż nad jezioro za miasto rowerem, pozostaje nam kontakt z obcą kulturą w formie kulinarnej. Włoska restauracja jest na szczęście niedaleko nas, Programista więc chętnie przystaje na udanie się tamże na kolację. Karta bardzo bogata i obfitująca w ciekawe dania, w związku z czym Programista wybiera tradycyjnie pizzę, ja zaś staram się nieco poeksperymentować. Efekt?
- Wg menu to miało być garganelli, a jest raczej klasyczne penne…
- Dla mnie to są zwykłe kluski z zupy.
Grunt to celne podsumowanie.

51.

1 komentarz

Co prawda walentynki były już dawno, Dzień Kobiet również, a
urodziny mam dopiero za jakiś czas, ale to wszystko nie przeszkadza
Programiście w (chwilowym oczywiście) przypływie miłości , dobrego serca i
komplementów – najwyraźniej kwiecień jest oficjalnym miesiącem dobroci dla
własnej narzeczonej.

W piątkowe popołudnie, celebrując rozpoczynający się
weekend, siedzimy w czeskiej knajpce, która bynajmniej nie znajduje się w
Czechach, a w reprezentacyjnym centrum mało reprezentacyjnego miasta w centrum
Polski. Nieoczekiwanie dla nas pojawia się tłum, złożony głównie z mężczyzn w
wieku okołoemerytalnym. Programista patrzy na nich z kiepsko ukrywaną
niechęcią, po czym przez zęby cedzi:

- Spadać, to moja randka, nie wasza!

Jak na wiek okołoemerytalny przystało, panowie zmysł słuchu
mieli już na szczęście nieco przytępiony.
Innym razem oglądamy w tv kolejny program odkrywający ukryte
w Polakach talenty. Oglądanie polega na tym, że oboje siedzimy przed swoimi
komputerami i odbieramy głównie bodźce słuchowe. Pan prowadzący, z właściwą
sobie emfazą, informuje publiczność w studiu oraz przed telewizorami z
nieopłaconym abonamentem, że „niektórzy nie odkryli jeszcze w sobie tego czegoś”.
Czas więc na chwilę refleksji.
- Ja też jeszcze w sobie tego nie odkryłam…
- Ja w Tobie odkryłem!
- Ciekawe co.
- Dzikość!

Pierwsze słyszę.

50.

6 komentarzy
Notka, można by powiedzieć, jubileuszowa. Już 50! Programista z pewnością stwierdzi, że nie już a dopiero, ale przecież nie ilość się liczy, a jakość, czyż nie?
Tak jak Programista twardo stąpa po ziemi i oczekiwać od niego można wielu rzeczy, ale z pewnością nie romantyzmu czy nadmiaru wzruszeń, tak ja jestem raczej sentymentalna i lubię sobie powspominać cudowne lata beztroskiego dzieciństwa. A ponieważ niegdyś przydarzył mi się kilkuletni epizod całkiem efektywnego (a jakże efektownego!) kształcenia muzycznego, postanowiłam sprowadzić sobie z domu rodzinnego stosowny instrument i uszczęśliwić Programistę koncertowaniem w wolnych chwilach. Owego instrumentu nie zauważyć dość ciężko, więc i mierna spostrzegawczość Programisty tym razem zadziałała poprawnie. Spostrzegłszy, rzekł:
- Graj, mój Cyganie!

Jeśli kiedyś marzyłam o byciu drugim Zimermanem – to jest ten moment, w którym moje marzenia z hukiem legły w gruzach.
Powoli zbliża się wiosna, a więc i czas, w którym wielu chce zrzucić zgromadzone w zimie zapasowe kilogramy. Programista i jego urojona nadwaga również. Ponieważ jednak nie chce chodzić ze mną na moje taneczno-fitnessowe treningi, powziął decyzję o bieganiu. A że decyzja to jedno, a jej realizacja – drugie i dość rzadkie, staram się motywować Programistę jak mogę do wcielenia planów w życie.
- Trochę ruchu by Ci nie zaszkodziło…
- Jechałem już dzisiaj autobusem, wystarczy.
A z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet, hołubienia płci piękniejszej i tego typu rzeczy, które Programista uznaje za całkowite bzdury, krótka prezentacja o tym jak docenić kobietę, kiedy ta chce być najpiękniejsza dla swego mężczyzny i jest gotowa poświęcić wiele, by usłyszeć długo wyczekiwany komplement.
Drogą kupna nabyłam najnowszą, super-ekstra-nowoczesną, podkręcająco-wydłużająco-pogrubiającą maskarę, dzięki której moje rzęsy miały sięgać niemalże do sufitu, a do tego prezentować się wielowymiarowo. Rezultat był jednak nieco inny od tego, który obiecywały reklamy.
- I jak Ci się wczoraj podobały moje rzęsy w 4D?
- Że co? A, faktycznie, jakoś dziwnie wyglądałaś.
Następnym razem kupię worek pokutny. Wyjdzie taniej.

49.

2 komentarzy
Walentynki to takie święto, którego każdy z nas szczerze nienawidzi i uważa, że to obrzydliwie skomercjalizowany, importowany przybysz z Ameryki, którego jedynym celem jest napędzanie gospodarki w okresie międzyświątecznym oraz irytowanie ilością widocznych wszędzie, wściekle czerwonych serduszek. Ale mimo wszystko robi się nam miło, kiedy tego dnia Ktoś Ważny robi nam niespodziankę czy po prostu o nas pamięta.
Widząc, że niektórzy z Was mają problem z zorganizowaniem sobie (i nie tylko) Walentynek, Programista chętnie doradzi Czytelnikom jak miło spędzić ów dzień patrona umysłowo chorych oraz epileptyków.
- O, ktoś wszedł na bloga wpisując sobie w google „gdzie iść z dziewczyną w walentynki jak jest zimno”.
- Jak to gdzie? Do łóżka.
Mimo idącego ocieplenia, życzymy miłego świętowania.
A bonusowo Programistycznych wersji przysłów znanych i lubianych ciąg dalszy.
- Także ten, cegła z głowy! Czy jak to się mówi?
- Kamień z serca.


48.

8 komentarzy
Po niemalże siedmiu miesiącach od ostatniej notki, ponaglana przez tłum jakże wiernych fanów (tak, to jest ten moment, w którym z politowaniem przytakujecie głowami) ogłaszam reaktywację bloga – o ile ktoś w ogóle jeszcze na niego zagląda.
U nas po staremu. Oboje uzyskaliśmy już pożądane tytuły naukowe, od których nie jesteśmy ani trochę mądrzejsi, ilość komputerów, zwierząt oraz ludzi w domu jest constans i nic nie wskazuje na zmiany. Programista też nie zmienił się zupełnie.
Ponieważ bohater bloga mógłby żywić się tylko colą, kawą i chrupkami orzechowymi, staram się wprowadzać w domu tradycję jedzenia warzyw i owoców. Programista przystaje na to chętnie, o ile wspomniane produkty podstawi się mu pod nos, obrane i pokrojone, tak, by nie musiał zanadto odrywać swej cennej uwagi od komputera.
Na szczęście na zakupy udaje nam się jeszcze jeździć wspólnie, stąd możliwość zapoznawania się z Programistycznymi wrażeniami dotyczącymi różnego rodzaju roślin powszechnie uznawanych za jadalne.
- Co ta papryka taka powykrzywiana?
- Bo jest z Izraela i pewnie jest koszerna.
Pozostając w temacie jedzenia. Programista w chwilach wolnych od pracy stara się zaskoczyć mnie swoją kreatywnością – tak w ramach zapobiegania nudzie w związku. Tym razem padło na innowacyjne wersje znanych i lubianych przysłów.
- Gdzie kucharek sześć tam cycków dwanaście.
Ponieważ powoli zbliżają się ulubione przez wszystkich (zwłaszcza przez Programistę) walentynki, staram się jakoś zbudować nastrój niespodzianki, jaką chciałabym sobie zorganizować Programistycznymi rękami. Wskazuję więc lokal z hiszpańską kuchnią, daję numer w celu zarezerwowania stolika, zaczynam się też zastanawiać jak skutecznie udawać zdziwienie, kiedy już zabierze mnie na tę zupełnie niespodziewaną kolację. Staram się też przekazać Programiście pewne wskazówki jak wprowadzić swoją kobietę w pozytywny stan ducha.
- Wiesz, kobieta lubi, kiedy mówi jej się dużo komplementów…
- Przecież ja Ci mówię dużo komplementów.
- Jakich na przykład?
- Że był dobry obiad.
Jak widać, nic się nie zmieniło.

47.

10 komentarzy

Uprzedzając wszelkie plotki, jakie z pewnością mają zamiar w najbliższym czasie nadejść (ach, ta sława) – nie, nie umarliśmy śmiercią tragiczną w pożarze mikrofalówki przyrządzając popcorn na kolację, ani nie wyjechaliśmy na Dominikanę pławić się w luksusie dzięki wygranej w Lotto.

Żyjemy i mamy się dobrze, choć ostatnie miesiące były zdecydowanie zbyt intensywne – ja przygotowywałam się do egzaminów dyplomowych (już za mną) i obrony magisterki (jeszcze przede mną), a Programista starał się ze mną jakoś wytrzymać.
Należy mu się pomnik trwalszy niż ze spiżu, skoro po kolejnej awanturze o nieodniesione do zlewu kubki po kawie czy nierozwieszony po kąpieli ręcznik nie zdecydował się wynieść z komputerem oraz łóżkiem do pobliskiego parku.

Dziś więc tylko krótkie przypomnienie jak wygląda życie z Programistą i zapewnienie, że w tym względzie nic się u nas nie zmieniło.
Ciepła wiosna oraz nadchodzące lato powodują, że coraz częściej i intensywniej staram się namówić Programistę na spacer. I bynajmniej nie mam tu na myśli wielogodzinnej wyprawy do lasu za miastem – zadowala mnie nawet półgodzinne wyjście do parku. Jednak czasem i to jest zbyt dużym wymaganiem w stosunku do Programisty.

- Chodźmy na jakiś spacer…
- Mogę Ci balkon otworzyć.
Lato i upał  nie przeszkadzają mi tak bardzo, póki trwają w dzień. Jednak upalne noce, jeśli nie mamy tu na myśli nieco bardziej metaforycznego znaczenia tego sformułowania, są dla mnie nie do zniesienia. Zwłaszcza przez uparte Programistyczne tendencje do spania w poprzek łóżka, dzięki czemu nie ma na nim ani jednego chłodnego miejsca dla mnie.

- I połóż się na swojej połowie!
- Ty jesteś moją połową i chętnie się na Tobie położę.

Upalne noce, prawda.

46.

8 komentarzy

Ponieważ nielubiane przez Programistę walentynki minęły dość dawno, a
dziś Dzień Kobiet – święto, które jest dla niego ewentualnie
akceptowalne – kilka przykładów tego, że z Programistą Dzień Kobiet jest
niemalże codziennie, a przynajmniej on tak twierdzi.
Odpoczynek po sesji starałam się wykorzystać do maksimum i nadrobić
książkowe zaległości – zwłaszcza po zatrważających medialnych
doniesieniach, iż zdecydowana większość Polaków książek używa głównie
jako dekoracji mieszkania, a i to niezbyt często. Ale żeby Programista
nie cieszył się zbytnio tym, że zajmuję się sama sobą i nie absorbuję jego osoby, postanowiłam
poczytać u niego w pokoju.

- Przyjdę do Ciebie sobie poczytać, dobra?
- Ale co, nago czy w samym staniku?

Wg męskiej logiki wszystko i tak sprowadza się w końcu do jednego.

Programista wyposażony jest w tę fascynującą funkcję, która pozwala mu
słyszeć mnie dobrze wtedy, kiedy chcę iść z nim na piwo bądź do łóżka,
ale staje się dziwnie głuchy gdy proszę, żeby pozmywał czy odkurzył.
Staram się zaczynać więc każde zdanie od słów, które mogłyby go
ewentualnie zainteresować, ale nie zawsze mi się to niestety udaje.

- Kochanie…
- Co? Alkohol nie?

No dobrze, wszystko sprowadza się jednak do dwóch rzeczy.
Chwilowo Programista wypróbowuje więc rozwiązanie pt. „udaję, że Cię nie słyszę„,
co osobiście doprowadza mnie do szewskiej pasji i sprawia, że mam
ochotę zabić go tępym nożem, jakich u nas nie brakuje. Oczywiście
Programista nic sobie z tego nie robi.

- I znowu to robisz! No przecież ja Cię…
- Kocham!
- …
- Jestem mistrzem ciętej riposty.
A dziś na Dzień Kobiet dostałam taki oto prezent.

- Popatrz, Ty chrapiesz ale i tak jesteś idealna!

Innych punktów dla utrzymania tego poglądu nie prostowałam.

45.

8 komentarzy

Wraz z Programistą zgodnie cierpimy na styczniowy brak czasu, spowodowany dużą ilością pracy (on) oraz nieustannym pisaniem pracy magisterskiej i sesją (ja). Na szczęście zawsze znajdzie się chwila na dwie najważniejsze w życiu człowieka czynności.

Robiąc kolację z nieukrywanym zdziwieniem zauważam, że kupione parę dni temu pieczywo niezbyt nadaje się do spożycia ani czegokolwiek innego – w końcu penicylina została odkryta już dość dawno, a innego zastosowania dla pleśni nie znam.

- O, patrz. Chleb już spleśniał.
- Nawet na konserwantach teraz oszczędzają.
Sezon grypowy i grypopodobny w pełni. Zarazki dopadają jak zwykle najsłabsze ogniwo, czytaj: mnie.

- Mam katar…
- Pamiętaj, pierwsza zasada w seksie – kto ma katar ten jest na dole!



Chleba i igrzysk!, aż chciałoby się powiedzieć.

44.

2 komentarzy

Z błogiego snu, w którym młoda, szczupła, piękna i z tytułem magistra biegam sobie po plaży niczym Pamela Anderson w „Słonecznym Patrolu”, wyrywa mnie hałas, powodowany oczywiście przez krzątającego się nad ranem Programistę. Opuszczając cudowne obrazy podświadomości powoli przypominam sobie, że zaplanował sobie odchudzające wyjście na basen celem unicestwienia spożytych dnia poprzedniego kalorii. Znając jego fenomenalną pamięć dopytuję, czy na pewno zabrał ze sobą wszystko, co potrzebne.

- Wszystko wziąłeś na basen?
- Tak.
- Ręcznik też?
- Nie, jestem anarchistą.
Programista – anarchista, zdegustowany po powrocie ilością basenów, jakie udało mu się przepłynąć, nie jest wdzięcznym obiektem do próśb o odkurzenie pokoju czy pozmywanie. Dlatego też muszę uciekać się do małych podstępów.

- Gdzie idziesz?
- Odchodzę!
- To weź śmieci przy okazji.
A na koniec dowód na istnienie różnic między węchem kobiety a mężczyzny. Lub też dziwnych zachowań sąsiadów, gdyż nasze wrażenia węchowe podczas spaceru klatką schodową spowodowały obopólną konsternację oraz chwilę refleksji na półpiętrze co też może się dziać w mieszkaniach, które mijamy.

- O, czuję grzybki.
- A ja chlor.

43.

13 komentarzy

Programista w wersji magisterskiej zyskał nagle więcej wolnego czasu, którego – o dziwo – nie spędza tylko przed komputerem. Udając, że idzie do kuchni zrobić sobie siódmą tego dnia kawę, co i rusz podsłuchuje gadające w telewizji głowy, dodając od siebie oczywiście stosowny do sytuacji komentarz.
Mądra pani dzieli się na przykład złotą myślą, iż zawsze poniesiemy konsekwencje swoich wyborów.

- O, to tak jak w Falloucie.
Z kolei Fakty czy też inne Wiadomości działają pobudzająco na moje receptory zazdrości ukazując na ekranie pana Putina, który ot tak, po prostu, dostaje od kogoś psa – obiekt mych westchnień i nieziszczonych do tej pory marzeń, bo według Programisty pies i dwa koty to chwilowo za dużo szczęścia na raz.

- Patrz, Putin dostał psa. Ja też chcę być Putinem.
- Ty już jesteś Putinem – u nas w domu.
Kiedy indziej, nie mogąc się zdecydować na rozpoczęcie w końcu diety białkowej i oglądając wszystkie możliwe programy typu jak przygotować kurczaka na tysiąc osiemset trzy sposoby, trafiam na zdecydowanie antyfeministyczną prowadzącą głoszącą zaskakującą tezę, iż najlepsi kucharze na świecie to mężczyźni. Poczułam, że żyjemy w zdecydowanie innych światach.

- Słyszałeś? Najlepsi kucharze to mężczyźni. Szkoda, że u nas się to nie sprawdza.
- Kiedyś Cię zaskoczę, zobaczysz.
- Przeżyję?
- Nie mogę powiedzieć, to element niespodzianki.
Nie gotuje, nie pozwala kupić psa, twierdzi że jestem rosyjskim autokratą – bez czego nie mogło się więc obyć?

- Już foch! Już słyszę szelest ze złością opadających kącików ust!
Muszę sobie chyba znaleźć inny sposób ekspresji.

  • RSS