dziewczyna-programisty blog

Twój nowy blog

42.

7 komentarzy

Z dumą informuję Szanownych Czytelników, iż Programista szczęśliwie obronił się. Oczywiście egzaminem tym zupełnie się nie przejął, w przeddzień wesoło oglądał ze mną youtube’a i popijał piwo. Później również nic się nie zmieniło – po obronie zainteresował się głównie tym co i przede wszystkim kiedy planuję zrobić na obiad.

- Może zrobię kurczaka?
- A cycki czy udka?
- Udka.
- I dobrze, cycki wolę na żywo.
Nadal niestrudzenie próbuje też wyedukować swoją kobietę w kwestiach obsługi pewnych urządzeń domowych. Dla wyjaśnienia dodajmy, że przedmioty niezbędne do życia, typu pralka, pozostają poza zasięgiem umiejętności technicznych Programisty, są dla niego nieodgadnioną tajemnicą i sprawiają jedynie radość ilością migających w nich światełek.

- Czy ja mogę swojego laptopa podłączyć do tego kina domowego?
- Może być ciężko. W Twoim laptopie nie ma wyjścia optycznego. W moim też nie, ale mam kartę zewnętrzną i ona takowe ma. Może ten sprzęt ma też wejście jackowe, nie patrzyłem dokładnie – jeśli ma, to kabel jack – jack i gotowe.
- Czyli tak w skrócie – nie zrobię tego teraz sama?
- Zasadniczo nie.
I mimo wszystko ciągle jest tym miłym, kochającym, wyrozumiałym Programistą.

- Ach jak ten koleś mnie wkurwia. Bardziej niż Ty momentami.
- Serio?
- Też nie sądziłem, że to w ogóle możliwe.
Podsumowując: Programista z tytułem naukowym niczym nie różni się od wersji poprzedniej.

41.

10 komentarzy

Październik zawitał do nas pod znakiem prac magisterskich. Programista szczęśliwie zakończył pisanie swego wiekopomnego dzieła, broni się w przyszłym tygodniu, czym zupełnie się nie przejmuje i chwilowo najbardziej zajmuje go zaplanowanie alkoholowego menu na sobotnią parapetówę. Ja z kolei już zaczynam się denerwować obroną, którą mam w przyszłym roku, ale nawet to nie motywuje mnie do napisania czegokolwiek poza spisem treści.

Ostatni rok moich studiów rozpoczął się fascynującymi ćwiczeniami, z których większość kończy się na „-terapia” i jest niezwykle przydatna w codziennym życiu. Zainteresowanie wzbudziły jedynie u Programisty.


- Jakie masz dzisiaj zajęcia?
- Biblioterapię.
- To coś o Biblii?

Jedynym plusem bycia już-prawie-magistrem są późniejsze godziny zajęć i brak konieczności zrywania się bladym świtem z łóżka. Co w praktyce wygląda tak, że to ja zrywam się na dźwięk Programistycznego budzika i budzę go, radośnie pochrapującego, by łaskawie wstał i poszedł zarabiać pieniążki. Jak łatwo się domyślić, nie spotyka się to z nadmiarem aprobaty w jego oczach i głosie.

- Wstawaj!
- Nie będziesz mnie terroryzować i mówić, czy mam wstać czy nie!





Jak wiadomo, niewyspany mężczyzna to zły mężczyzna. Nawet wtedy, kiedy jego kobieta ma wyjątkowo dobry humor i gotuje mu obiad, podrygując  sobie do zasłyszanej w tv Lady Gagi.

- Kup sobie suknię z mięsa!

Co miałam zrobić – walnęłam focha.

40.

9 komentarzy

Uroczyście ogłaszam zakończenie remontu. Kuchnia i łazienka udostępnione zwiedzającym, którym na pierwszej imprezie udało się już zalać piękne, białe ściany winem, zaś resztę kuchni udekorować kurkumą. Malujemy więc od nowa.

W tzw. międzyczasie remontowym wybraliśmy się na urlop, w tym roku padło na wschód i Mazury. Dla Programisty była to nieprzeciętna okazja do zapoznania się z wiejskim inwentarzem, wesoło biegającym po obejściu naszego agroturystycznego gospodarstwa. Najbardziej zachwycające były zdecydowanie krowy – dla Programisty pełne tajemnic.

- Patrz, jak ta krowa macha ogonem. Musi być bardzo nieszczęśliwa…
Urlop był jednak krótki, więc szybki powrót do remontowej rzeczywistości był nieco frustrujący. A wiadomo, co człowiek inteligentny robi ze swoją frustracją – stara się ją przenieść na resztę towarzystwa, żeby było lżej. Mnie np. mocno frustrowało sprzątanie po panach robotnikach, do pomocy w którym Programista był niezbyt chętny.

- I żebyś sobie nie myślał, że ja za Ciebie będę ciągle wynosić śmieci, dzisiaj Ty wynosisz!
- Czuję się zaszczuty.
Robotnicy przyczynili się jednak do poprawy mojej samooceny, ponieważ kilka razy dziennie zwracali się do mnie per pani inwestor, co niewątpliwie podbudowało moje ego. Było ono jednak brutalnie sprowadzane do parteru kilka razy dziennie, kiedy u lekarza czy w pracy wszyscy mówili do mnie moje dziecko, co w wieku ponad 23 lat bywa już nieco irytujące.

- Mam dość tego, że wszyscy biorą mnie za 16latkę i mówią per „moje dziecko”.
- Bo musisz raz zareagować krótko i dosadnie.
- Czyli jak?
- „Spierdalaj pedofilu!”

39.

9 komentarzy
Wraz z nadejściem upałów rozpoczęliśmy równie upojny miesiąc (a może i dłużej) pt. jak zmieścić kuchnię i łazienkę w dwóch pokojach, czyli remont tychże pomieszczeń w pełni. Kto cokolwiek we własnym domu remontował, ten wie, a kto nie – z pewnością kiedyś się dowie, że bywa ciężko. Zwłaszcza, gdy temperatura przekracza ustawowe normy, a szalejąca w pracy klimatyzacja rozsiewa wokół siebie złowieszcze bakterie.

Jak łatwo się domyślić, owe zarazki dopadły mnie jako pierwszą (i jedyną, dodajmy). Lekarz zaniemówił na widok gardła w kolorze wściekła czerwień i wręczając zwolnienie kazał zapomnieć o wychodzeniu z domu przez najbliższe dni. Po wyjściu z przychodni zdaję relację Programiście, przerywaną co i rusz soczystym kaszlem. W zamian uzyskuję jak zwykle maksimum współczucia i empatii.

- Mam anginę, antybiotyk na cały tydzień, zwolnienie z pracy, nie mogę mówić i w ogóle mi strasznie…
- Będę więc spał w gabinecie, bo jeszcze mnie zarazisz.
Angina w upały jest dość kiepskim pomysłem. Zwłaszcza, jeśli wokół parno i duszno, a brak wiatru uniemożliwia nawet zrobienie przeciągu. Na szczęście Programista zawsze ma w zanadrzu jakąś dobrą radę.

- Dzisiaj to juz zero wiatru…
- Pozostaje tylko puszczać bąki!
Oddanie do użytku wanny wraz z bieżącą wodą postanowiłam uczcić prysznicem. Jednak nawet takie najprostsze czynności mogą się wydać Programiście zastanawiające.

- Idę umyć głowę.
- Czemu?
- Bo jest brudna?
- Brudne myśli, brudna głowa.

38.

7 komentarzy

Prób odchudzania się Programisty ciąg dlaszy. Waga stoi niemalże na środku pokoju, aby z łatwością sprawdzać, czy ostatni ubytek 200 gram utrzymał się przez dłużej niż 3 godziny. Nadal próbuję podpatrywać, czy dieta pt. nie jem majonezu przynosi wymierne efekty, jednak Programista ukrywa się, jak tylko może.

- Nie patrz! To zbyt intymne!

Ostatni miesiąc obfituje w ciekawe wydarzenia – sesja, wybory, mistrzostwa świata w piłce nożnej. Sesja minęła bez większych problemów, dlatego skupiliśmy się na dwóch pozostałych okolicznościach. Fanami piłki nie jesteśmy, ale osobiście lubię czasem popatrzeć na spocone męskie ciała, uganiające się za szmacianą piłką. Niestety, Programista nie podziela moich zainteresowań.

- Może obejrzymy mecz?
- Obrałaś nie ten target, moja droga.
Z kolei w kwestii wyborów to Programista jest pierwszą osobą, która przypomina o konieczności włączenia telewizora, bo Fakty, bo tvn24 i konferencja prasowa, bo debata. Mnie czysto polityczne informacje nie interesują, na szczęście kampania wyborcza obfituje również w wydarzenia mniej oficjalne. Kiedy więc pokazują kandydata na prezydenta Grzegorza N. jedzącego pokazowy obiad w mieszkaniu polskich emerytów zaczynam się zastanawiać, czemu pojechał właśnie do nich, a nie np. do nas. W końcu gorsi nie jesteśmy.

- Dlaczego N. nie przyjedzie do nas na obiad? Zrobiłabym mu … eeee …. o, makaronu z kiełbaską!
- Właśnie dlatego.
A na koniec przykład męskich mądrości Programisty, czyli jak nigdy nie tracić pewności siebie.

- Ja nigdy o niczym nie zapominam!
- Taa.
- Co najwyżej może mi coś wylecieć z głowy, ale to coś zupełnie innego!

37.

26 komentarzy

Nowe mieszkanie dostarcza nam ciągle nowych wrażeń i doświadczeń. Przede wszystkim bliskość innych budynków mieszkalnych, a tym samym fakt istnienia sąsiedzkich okien na przeciwko naszych sprawia, że interesujące pole obserwacyjne powiększyło się do znacznych rozmiarów. Tyle że mnie interesują sprawy typu: rolety czy zasłonki w oknach, a Programistę zgoła inne rzeczy.

- O, pani w oknie.
- Goła?

Oprócz cudzych okien sąsiaduje też z nami park. Niestety nawet to nie jest w stanie zmusić nas do porannego biegania lub chociaż spacerów z elementami nordic walkingu. Dlatego z podziwiem podglądamy ludzi czynnie dbających o sylwetkę, niezależnie od pogody. No, może podziw z każdej strony wygląda nieco inaczej.

- Widziałam dziś rano panią, jak sobie biegała po parku.
- Nago?
- Nie.
- E, nuda.

Nowe mieszkanie to też nowe zwyczaje. Jednym z nich, w połączeniu z ciągłą manią odchudzania u Programisty, jest rytualne, poranne ważenie. Kiedy kolejny raz po wejściu na wagę widzę załamanie w jego oczach, stłumienie śmiechu nie wychodzi mi już tak dobrze, jak kiedyś. Naturalnie nie uchodzi to uwadze Programisty.

- Dla Ciebie to śmiech, a dla mnie to dramat życia…
Przypadkowe, poranne parsknięcie śmiechem nad wagą zaważyło na całym weekendowym dniu. Nagle i niespodziewanie pojawiło się słońce, więc chcąc skorzystać z pogody, bliskości parku oraz braku chęci do nauki na zbliżające się kolokwia, zaproponowałam Programiście spacer.

- Chcę iść popołudniu na spacer!
- Przykro mi, nie przewidziałem tego w grafiku na dziś.
Wieczorem z kolei Programista bezczelnie wlazł do łazienki dokładnie wtedy, kiedy miałam nadzieję na relaksującą kąpiel. Ale ponieważ nie byłby to wystarczający argument, skłaniający go do szybkiego wyjścia, musiałam wymyślić powód cięższego kalibru.

- Długo tam będziesz siedział?
- A co?
- Chcę siku!
- Ty masz zawsze takie nieskomplikowane potrzeby.
Następnego zaś ranka powitał mnie pretensją.

- Kiedy przyszedłem wczoraj do łóżka, to nawet nie zwróciłaś na mnie uwagi.
- Jak miałam zwrócić uwagę, skoro już spałam?
- Musisz być czujna, zło nie śpi!
Doskonała puenta.

36.

16 komentarzy

Dłuższa przerwa spowodowana była przeprowadzkowym zamieszaniem. Tak, Drodzy Państwo, wreszcie jesteśmy na tzw. swoim. Ja mogę puścić wodze fantazji w granicach finansowych możliwości i urządzać nam zielono – pomarańczową sypialnię, a Programista nareszcie ma wielkie biurko na wszystkie swoje komputery i inne gadżety. Takie nasze małe Centrum Dowodzenia Światem.
Przeprowadzka, jak łatwo się domyślić, implikuje potrzebę wyremontowania niektórych pomieszczeń. Na pierwszy ogień poszła kuchnia. Znoszę do domu stosy katalogów z meblami kuchennymi i foldery z różnorodnymi kolorami farb. Początkowy pomysł kontrastowej, czerwonej ściany został przez Programistę odrzucony bez zastanowienia, stąd też zaczęłam zastanawiać się nad mieszanką zieleni z żółcią. Konsultacja była niezbędna.

- Popatrz, to jest ładny kolor na ścianę w kuchni. Ciepła cytryna.
- Wali sikiem trochę…
Remont czy jego brak, gotować jednak trzeba. W przypływie miłości zaproponowałam Programiście zrobienie jajecznicy na śniadanie, co zaakceptował, zastanawiając się przy okazji, czy oznacza to, że za chwilę będę chciała nową torebkę lub buty. Zdziwił się więc, kiedy poinformowałam go o konieczności zakupu czegoś zgoła innego.

- Muszę sobie kupić fartuszek do kuchni!
- Żeby chodzić tylko w nim, a poza tym nago? Dobra, jutro Ci kupię.
Wybraliśmy się więc do centrum handlowego w poszukiwaniu odpowiedniego odzienia. Fartuszka nie znaleźliśmy, za to trafiliśmy na coś innego.

- O, popatrz. Bezpłatne badanie glikemii. I badanie piersi.
- Ja Ci mogę zbadać piersi, też bezpłatnie. Tylko chodźmy do domu.
Jak widać, przeprowadzka wpłynęła na Programistę całkiem pozytywnie, poprawa humoru była łatwo zauważalna. Jeszcze lepszy nastrój prezentuje Programista w domowych pieleszach, kiedy to udając się do łazienki wesoło podśpiewuje:

- Kaloryfer to brzmi jak kalafior…

35.

10 komentarzy
Oboje z Programistą jesteśmy w trakcie pisania prac magisterskich. Mamy napisane mniej więcej tyle samo, z tym że on broni się około lipca, a ja czerwca. Tego w przyszłym roku. Niestety podejście Programisty niczym nie odbiego od podejścia jego promotora, który dość rzadko jest łaskaw wydać opinię o kolejnym rozdziale pracy. Na szczęście brak recenzji nie zmniejsza programistycznego zapału do zdobycia jakże naukowego tytułu magistra.

- Pocieszam się, że wielu mądrych ludzi umarło w biedzie i poczuciu niedocenienia.

W ostatnim tygodniu dopadła mnie wstrętna angina, co niezwykle ucieszyło Programistę. Wiadomo, zwolnienie lekarskie oznacza siedzenie w domu, co z kolei oznacza dobrze zaopatrzoną lodówkę, pozmywane naczynia i wyczyszczoną kocią kuwetę. Na jego nieszczęście oznacza to też nadmiar czasu spędzonego na allegro i ciągłe prośby o doradzanie w kwestii zakupów. Na początek padło na naklejki na laptopy.

- Jest za duży wybór i nie mogę się zdecydować.
- Ja wybiorę za Ciebie. Kupię Ci naklejkę ze mną!
Żeby utrudnić Programiście proces doradzania, tym razem skupiłam się na księgarniach i specjalistycznych książkach. Wyboru dokonałam sama, ale problem pojawił się w kwestii: dostarczenie przesyłki przez kuriera kontra moja chorobliwa nieśmiałość.

- Ale ten kurier to najpierw do mnie zadzwoni, prawda?
- Lubię pytania, które zdradzają Twoje inteligenckie korzenie.
Na szczęście (albo i nie) zwolnienie lekarskie dobiegło końca, konieczna była wizyta kontrolna. Antybiotyki i inne cuda zadziałały, za to lekarz wykrył anomalię w postaci przewlekle powiększonych migdałów. Po wyjściu z przychodni nadszedł czas na nadmiar ekstrawertyzmu w wiadomym kierunku.

- Podobno mam wielkie, przerośnięte migdały.
- Bo jest w nich ogrom miłości, dlatego takie wielkie.
Informuję, iż z końcem lutego zostałam przez Programistę oficjalnie zapierścionkowana, choć na pytanie o chęć zostania żoną odparłam inteligentnie: nie wiem.
Podpisano: Narzeczona Programisty

34.

10 komentarzy

Programista jest oczywiście pod wieloma względami programistycznie wyjątkowy i niepowtarzalny, niczym gorący kubek Knorr’a. Jednak mimo wszystko jest tylko mężczyzną, który – co typowe dla tej płci – ma o sobie mniemanie mniej więcej o 50% zbyt wielkie, niż wskazywałaby na to rzeczywistość.

Jako typowy mężczyzna pokazowo wręcz potrafi denerwować kobiece otoczenie, którym przez większość czasu jestem głównie ja. W takich sytuacjach staram się nie używać od razu argumentów typowo fizycznych (zwłaszcza, że programistyczna krav maga działa zdecydowanie na moją niekorzyść), jednak proste pytania nie przynoszą u nas oczekiwanych rezultatów.

- Czemu Ty taki jesteś?
- Taki kochany? Mam tak od urodzenia.

Programista w sposób typowy dla płci pięknej inaczej ma też wysokie mniemanie w temacie swojej pracy, której nie można przerwać propozycją spaceru, filmu czy pójścia na zakupy. Wtedy z pewnością pszczoły przestaną produkować miód, komputer wybuchnie a zagłada z 2012 nadejdzie z dwuletnim wyprzedzeniem. Nie pomaga nawet to, że ukochana kobieta po prostu się nudzi.

- No porób coś ze mną, nooo…
- Nie! Ja tu ratuję świat, pisząc niezbędną mu aplikację, bez której ludzkość wyginie!

Są takie sytuacje, w których jednak na ogół typowy mężczyzna zaczyna przeczyć wspomnianemu stereotypowi, czym niebotycznie nas zaskakuje. U Programisty polega to na braku użalania się nad sobą, histerii czy symptomów depresji w sprawach związanych ze zdrowiem (tę cechę w związku przejęłam ja). W ostatnich dniach musiał się poddać wcale nie tak małemu zabiegowi, przez co ja szalałam z niepokoju, a on wydawał się nie zauważać możliwych niebezpieczeństw i powikłań. Na szczęście wszystko poszło dobrze, po wyjściu z gabinetu zarzuciłam go pytaniami co, jak i dlaczego.

- I jak, bardzo bolało? Jak było?
- Zakryli mi wszystko oprócz tego operowanego miejsca, cały byłem przykryty zielonym materiałem, twarz, czepek na głowie, wiesz czemu?
- Żeby mieli czyste pole operacyjne?
- Nie, żeby blask mego pięknego lica nie poraził ich w trakcie zabiegu!

A na koniec jedna z dobrych rad, których od Programisty można zawsze oczekiwać w kwestiach zaprzątających typowo kobiece umysły.

- Chciałabym zrzucić np. takie 5 kilo, żeby zejść do 45…

- Musisz się więc dużo ruszać. Proponuję więcej seksu.

Bo są sprawy, których słowo ‚nadmiar‚ nie dotyczy.

33.

10 komentarzy

Sesja jak zwykle zaskoczyła studentów. Mnie w tym roku zaskoczyły nawet dwie, co – jak widać – odbiło się na zapełnianiu bloga nowymi notkami i ilością wejść w statystykach (ilość wejść ze słowa siusiak nadal przoduje, a jego powtórzenie w bieżącym zdaniu pewnie znów podniesie mi liczbę wizyt ze strony napalonych dzieciaków i wielbicieli męskiej anatomii).
Na szczęście obie sesje już się skończyły, Programista dzielnie wszystko wytrzymał, a w tym trudnym czasie starał się dodawać otuchy i dotrzymywać towarzystwa komuś innemu, niż tylko swojemu pecetowi.
Kolacja zjedzona w miłej knajpce okazała się średnio przyjemna dla mojego żołądka, który wieczorem zdecydowanie zaprotestował przeciwko tego typu posiłkom. Programista naturalnie zbytnio się tym nie przejął, a moje narzekania skwitował krótko i ostatecznie.
- Strasznie mi się odbija ta kolacja…


- A pomyśl, że lustrom ciągle się odbija!

Logika umysłów ścisłych wciąż mnie zaskakuje.

Styczeń to pora bezkarnie rozprzestrzeniających się wirusów, które dopadły i mnie, co zaowocowało lekkim połamaniem. Programista empatią nie grzeszy, i poza przyniesiem gorącej herbaty podśmiewa się pod nosem z tego, że ledwo ruszam się z łóżka. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, mam nadzieję.

- A niech Ci kiedyś dysk wypadnie!
- Z komputera? Na szczęście nie ma takiej możliwości!

Zbliża się luty i nasze największe komerycjne święto, czyli walentynki. Komercyjne czy nie, ja dowody uwielbienia i sympatii przyjmuję zawsze, tym chętniej czternastego lutego. Wracając więc ze wspólnych zakupów delikatnie przypominam Programiście, że powoli nadchodzi święto zakochanych i może coś by w związku z tym postanowił.

- O, zobacz, prezenty dla zakochanych!
- Kupiłem Ci właśnie batonika i jogurt, wystarczy.

Jogurt przebija wszystko.

I na koniec zagadka: jak wg Programisty nazywa się mały żuczek, który robi kulki z odchodów i toczy je po lesie?

- Żuczek gnojotoczek.


  • RSS