dziewczyna-programisty blog

Twój nowy blog

32.

11 komentarzy
Idealnie i zupełnie przypadkowo poniższa 32 notka przypada na 1 (słownie: pierwszą) rocznicę bloga. W lodówce chłodzą się dwa szampany i szynka, a Programista jak zwykle nie wie, że mamy dziś jakąkolwiek rocznicę. Uczcijmy ją więc minutą jakże posępnej ciszy.

Już.
Poświątecznie wyruszyliśmy na krótką wycieczkę do stolicy małopolski.
Jak wiadomo, wycieczki takie cechują się koniecznością kupienia sobie
pamiątki z miejsca pobytu, która będzie nam przypominać o mile
spędzonym czasie. Dla Programisty definicja owej pamiątki jest jednak
nieco inna, niż dla całej reszty społeczeństwa.

- Chodź, pójdziemy do empiku i kupimy jakąś pamiątkę z wyjazdu.
- Jaką pamiątkę?
- Jakąś fajną gierkę komputerową.

Zwiedzanie miasta dostarczyło Programiście wielu zdziwień i zaskoczeń. Na Wawelu próbował rozszyfrować tajemnicze tabliczki wbite w trawniki, o których wszyscy wiedzą, że nakazują nie deptać trawników. Wszyscy poza Programistą, naturalnie.

- Co to za znaczek? Nie rzucać granatów?

Powróciliśmy akurat na sylwestrową imprezę, gdzie największą atrakcją były sałatka z tuńczyka, scrabble oraz duże zapasy wina w lodówce. Wino kupował Programista, tak więc to do niego właśnie znajomi kierowali swoje pytania o bukiet i aromat trunków.

- Chciałam wiedzieć, czy to wino jest półsłódkie, półwytrawne, wytrawne?
- Ono jest z Tesco.

I wszystko jasne.

31.

8 komentarzy

Ostatnio zrobiłam Programiście typowo babską awanturę pt. „Czemu nie domyślisz się, mężczyzno, o co mi chodzi!”. Wyrzuciłam z siebie wszystkie żale i pretensje, że spędza czas głównie z komputerem, w ogóle się mną nie zajmuje, nie kocha i wcale nie potrzebuje (dementuję tym samym plotki, że niby Programista ma taką fajną dziewczynę). Obiekt mych oskarżeń w milczeniu sprawę przemyślał, po czym następnego dnia zabrał mnie na romantyczną randkę do lokalu słynącego z warzenia dobrego, pszenicznego piwa, wyposażając się wcześniej w paletę romantycznych tekstów, typu:

- Dlaczego nie patrzysz mi w oczy? W Twoich oczach odbija się ciepło mej miłości!


Był też czas na elementy z programistycznej biografii.

- Za czasów mojej gotyckiej przeszłości chciałem sobie kupić sutannę i chodzić w niej zamiast płaszcza.
Wychodzimy z lokalu. Zimno jak diabli, chociaż to nawet nie mróz. Mój ekstrawertyzm musi się z kimś podzielić dojmującym uczuciem zamarzania, z braku większego wyboru pada na Programistę.

- Ale zimno!
- Bo masz dużo grzechów w sercu!
A na koniec program dowolny, Programista opowiada zagadkę.

- Wiesz kim był pingwinek?
- Co?
- Kurwa, spaliłem. Miało być: wiesz, kim był Pik Pok?

30.

8 komentarzy

Weekendowym popołudniem wybraliśmy się do przytulnej herbaciarni. Jak to w herbaciarni bywa, ja uraczyłam się kawą, a Programista grzanym winem, ale nie o tym miało być. Miła pani przyniosła menu, więc zagłębiliśmy się w zawartej tam treści. Co zwróciło uwagę Programisty?

- O, patrz, poznajesz ten font? Comic sans!
Urozmaicania pożycia ciąg dalszy. Tym razem wpadliśmy na pomysł poświątecznego wypadu do dawnej polskiej stolicy, więc żeby Programiście się nie odwidziało szybko zaczęłam szukać hoteli i odpowiadających nam pokoi, gdyż gusta nasze zaspokoić dość trudno. Szczegóły jak zwykle wyłapywał Programista.

- Opłata za zwierzę w pokoju – 20 zł za dobę.
- A co, będziemy tam mieli jakieś zwierzęta?
- Tak, mnie. Ja jestem dzikim zwierzęciem, roarr!

Dodatkowych opłat za niepełnosprawnego umysłowo programistę szczęśliwie nie przewidzieli.

I znów weekend, tyle że następny. Zgodziłam się na wybrany przez Programistę refleksyjny film, traktujący o księdzu molestującym seksualnie ministrantów tylko dlatego, że podczas wcześniejszych zakupów nabyłam odpowiednią ilość kolorowych, butelkowanych drinków (sztuk dwa). Film bardzo ciekawy, typowo na sobotni wieczór, czytam więc sobie etykietki na butelkach.
- Wiesz, że jeden taki drink ma 4,4% alkoholu?

- Uważaj, bo się upijesz i będziesz ogrem. Tfu, ogierem.

Co pan na to, panie Freud?


A jutro świętujemy [x] rocznicę, w związku z czym życzę nam szczęścia, świętego spokoju i rychłej przeprowadzki.

29.

14 komentarzy
Mające ostatnio miejsce w naszej czasoprzestrzeni pewne opóźnienie w dodawaniu notek Programista podsumował dość ostro:

- Znowu nie ma nowej notki. W ogóle nie masz pomysłów. Jesteś bezpłodna!

Bić się w piersi nie będę, bo jeszcze mi się zdeformują, ale żałuję i obiecuję poprawę. Programista żywo zareagował na notkę poprzednią, tzn. chyżo pobiegł do komputera gdy oznajmiłam, że coś nabazgrałam, ale oczekując wybuchu śmiechu lekko się przeliczyłam.

- Coś się nie śmiejesz, czyli wyszło nudne.
- Nie śmieję się, bo jestem gotycki.
Ponieważ niedługo czeka nas przeprowadzka, ogarnął mnie żywioł przeglądania czasopism dotyczących architektury wnętrz, wszelkich dekoracji, upiększeń, no i oczywiście prospektów z meblami do każdego możliwego pomieszczenia. Szczerze więc pokochałam Ikeę za to, że w odpowiednim momencie podrzuciła mi do skrzynki swój najnowszy katalog. Próbowałam wciągnąć w meblowanie mieszkania Programistę, ale jak zwykle coś musiało być nie tak.

- Nudny ten katalog.
- A co powinien mieć katalog, żeby był ciekawy?
- Gołe baby.
Po wstępnym urządzeniu mieszkania, głównie w mojej wyobraźni, przyszła pora na wybór przyszłego, na razie jeszcze dośc mocno hipotetycznego, samochodu. Na telewizyjne reklamy aut typu SUV lub MPV reaguję jak kot na walerianę (może oprócz wycia), ale jest to mój zdecydowanie wymarzony przyszły środek transportu i dobrze, żeby mężczyzna mojego życia wziął to pod uwagę, gdy będziemy się już usamochodawiać.

- O, ja to lubię takie duuże samochody, jak największe.
- To kup sobie tramwaj.

Walnęłam focha.

28.

11 komentarzy
Tak, wiem, długo nie było update’a. Jednak październik nie jest u nas miesiącem oszczędzania, ale miesiącem prób stworzenia dogodnego grafiku zawodowo-uczelniano-szkolnego. Dodatkowo prawdopodobnie w najbliższym czasie czeka nas przeprowadzka, więc chwilowo każdą wolną chwilę, póki takowe istnieją, wykorzystujemy na odrabianie zaległości książkowych i sennych (ja) lub komputerowych (Programista).

Nieoczekiwanie w październiku nadeszła zima. Jestem zdecydowanie ciepłolubna, więc natychmiastowo zorganizowałam wyprawę do świątyni konsumpcji celem zakupienia ciepłego, jesiennego płaszcza, oczywiście z Programistą w formie doradcy. Chwilowo gustuję w fiolecie, ciemnym granacie i tego typu kolorach, więc i na taki płaszcz miałam ochotę, ale nie spotkało się to z programistyczną aprobatą. Wręcz przeciwnie, wyszło jak zwykle.

- Nie lubię takich ponurych kolorów, ostatnio wolę jasne.
- A jaki płaszcz nie byłby ponury?
- Czarny.

No i mam kolejny czarny płaszcz.

Centrum miasta. Idąc chodnikiem, mijamy klomb z już nieco zwiędłymi kwiatkami, pachnącymi głównie ołowiem i resztą składu samochodowych spalin. W tym momencie Programistę nachodzi romantyczny nastrój.

- Chcesz kwiatka?

Jakby to powiedzieć, nie miałam ochoty.

27.

13 komentarzy
Z powodu obchodzonego 13 września Dnia Programisty, kolega onet w połączeniu z blog.pl znów przyczynili się do nagłego wzrostu liczby wejść na bloga, publikując coś na kształt wywiadu z autorką. Wywiad jak wywiad, ale komentarze! Uprzejmie donoszę, iż między innymi dowiedziałam się, że:
- Programista nie istnieje, to tylko historyjki wyssane z palca
- zamiast wymyślać takie oto historie, powinnam zająć się sprzątaniem domu lub rodzeniem dzieci
- Programista istnieje, ale to zapuszczony nieudacznik, który nie widzi świata poza komputerami
- traktuję Programistę jako świnkę doświadczalną bądź też królika doświadczalnego, co w połączeniu z pisaniem o nim bloga jest godne pożałowania
i teraz najlepsze:
- jestem starą, zdesperowaną, zakompleksioną sklepową (!), która tak stereotypowe bajki wymyśla podczas samotnego wieczoru spędzanego przy piwie ze zdecydowanie niższej półki

Nie liczyłam, ile razy popłakałam się ze śmiechu i spadłam z łóżka powalona głębią owych komentarzy. Zainteresowanym wyjaśniam jednak, iż Programista to realnie istniejący mężczyzna z krwi i kości, czysty i zadbany, oddychający tym samym powietrzem co reszta ludzkości. Bynajmniej nie zgłasza zastrzeżeń co do tego, jak go traktuję, braku dzieci lub nieposprzątanego mieszkania. W sklepie jeszcze nie pracowałam, ale kto wie, a od piwa wolę wino długo leżakujące w piwnicy.

Siedzimy z Programistą w przytulnej knajpce, której to przytulność jest dość mocno zaburzana przejmującym wyciem i marudzeniem dziecka przy stoliku nieopodal. Widzę po minie Programisty, że najchętniej rzuciłby w nie widelcem, więc staram się je jakoś usprawiedliwić i wyjaśnić sytuację.

- Pewnie zęby jej idą i jest nieznośna.

- No to Tobie chyba idą bez przerwy.





Weekendy to obecnie jedyne dni, kiedy możemy spędzić wspólnie trochę czasu. I kiedy w sobotę zwykle wygrywam ja, to już w niedzielę przewagę zaczyna zyskiwać komputer i ciężko mi zmusić Programistę do wyjścia gdziekolwiek, nawet na zwykły spacer.

- No chodź gdzieś, przejdziemy się, pospacerujemy…

- Jak chcesz spacerować, to kup sobie psa.


I kolejne ciekawe googlowe keywordy:
- sesja dziewczyn w łazience
- siusiak u dziewczyn
Zastanawiam się, czy ktoś szukający dziewczyn z siusiakiem jest usatysfakcjonowany, trafiając na taką a nie inną stronę.

26.

11 komentarzy

Nasz kot płci żeńskiej obchodzić będzie niedługo urodziny. A ponieważ nie interesują jej wszelkie typowo kocie zabawki czy drapaki, a najlepszą rozrywką są kawałki kabla rzucane po mieszkaniu i aportowane (a co, myśleliście, że Programista nie nauczy kota aportować?), prawdopodobnie dostanie furę żarcia typu filet z łososia opiekany jednostronnie w sosie szpinakowym. W tego rodzaju prezentach przoduje zwłaszcza moja mama, która już zaopatrzyła się w stosowne smakołyki dla kociastej.

- Mama kupiła już kotu prezent na urodziny.
- Nie mów tak głośno, bo usłyszy i nie będzie miał niespodzianki!

Księgarnia. Ja stoję przy kasie z nowym nabytkiem (ostatnio lubuję się w książkach o martwiczym zapaleniu powięzi lub płaczliwych dramatach o walce z rakiem), a Programista przegląda książkę, na oko dla 3-latka, gdzie każda strona to obrazek określonego zawodu i stosowny podpis. Patrząc, jak przekartkowuje, widzę kolejno lekarza, hydraulika, malarza, sprzedawcę…

- I co, ciekawe?
- Nie, beznadziejne. Nie ma programisty.
Robiąc przerwę w czytaniu zakupionej książki, idę zrobić sobie herbaty. A ponieważ Programista zwykle przypomina sobie, że też chętnie by się czegoś napił dopiero wtedy, kiedy dobiega go odgłos gotującej się wody, przezornie nalewam jej do czajnika nieco więcej. Jak się okazuje, kobieca intuicja nie zawodzi.

- Wstawiłaś więcej wody?
- Dla Ciebie wystarczy.
- A jeśli chciałem też zrobić kawę sąsiadom?

Na koniec garść statystyk, czyli Top 3 najczęstszych keywordów w wejściach z wyszukiwarek:
- dziewczyny z siusiakiem
- sikanie dziewczyn w miejscu publicznym
- tajne chwyty

25.

5 komentarzy

Powróciliśmy znad morza ukiszeni pociągowym upałem, powitały nas obrażone koty i burza, co skutkowało nieprzespaną nocą i cudownym poniedziałkiem w pracy. Życie toczy się jednak dalej. I bardzo dobrze.

Udało mi się skłonić Programistę do poświęcenia jednego wieczoru swojej kobiecie, a nie ukochanemu komputerowi i tajemniczym znaczkom, które ciągle zwiększają swą objętość na monitorze przy wtórze głośnego stukotu klawiatury. Kobieta zażyczyła sobie romantycznego wieczoru filmowego, nabyliśmy więc drogą kupna dvd z koreańskim horrorem. Chcąc zrobić Programiście miłą niespodziankę, kupiłam też chipsy i colę.

- Chcesz chipsy na film?
- Nie, odchudzam się.
- Taak? Wczoraj też się odchudzałeś, pijąc colę i pochłaniając całą paczkę chrupek?
- A co to za rozliczanie, Ty IPN jesteś?

Romantyczny wieczór trwał 56 min., w połowie filmu płyta odmówiła współpracy z komputerem.

Nadal jesteśmy w temacie filmowym. W listopadzie na ekrany kin wchodzi film „2012″, jak łatwo się domyślić chodzi w nim o przewidywany na ten właśnie rok koniec świata. Trailer na youtubie jest zdecydowanie przerażający (mnie) i aż sama zaczęłam się zastanawiać co faktycznie stanie się tego tajemniczego 21.12.2012. Programista oczywiście zupełnie się tym faktem nie przejmuje.

- Obawiam się, że po obejrzeniu takiego filmu będę się nieźle bała, jak już nadejdzie ten faktyczny 21 grudnia 2012.
- A jaki to będzie dzień tygodnia?
- Piątek.
- No to przykro mi, będę w pracy.
- Nawet koniec świata muszę spędzać samotnie.

W kwestiach wymagających podjęcia szybkiej decyzji to zwykle ja jestem stroną, która ma tysiąc wątpliwości, zaś Programista potrafi rozstrzygnąć sprawę w ciągu minuty. Sytuacja komplikuje się jednak w momencie, kiedy idziemy na pizzę i trzeba wybrać tę jedną, jedyną. Mnogość składników często przerasta możliwości decyzyjne Programisty.

- Ech, no dobra. To ja wezmę tę nr 24.
- 24? Krewetki i małże to rozumiem, ale szparagi? Od kiedy jesz szparagi?
- A to nie są owoce morza?

24.

5 komentarzy

Słowo się rzekło. Po upojnej nocy spędzonej w zatłoczonym pociągu relacji Kielce – Kołobrzeg przybyliśmy nad polskie morze, które powitało nas wiatrem i deszczem. Na szczęście kolejne dni obfitowały już w słońce i wysokie temperatury, co z kolei nie spodobało się mojej fotoalergii. Z niecierpliwością czekamy więc co przyniesie nam drugi (niestety ostatni) urlopowy tydzień tutaj, zwłaszcza, że Programista nie próżnuje i wciąż zaskakuje mnie swoimi uwagami na temat otaczającego świata.

Pora zdecydowanie poranna, n-ta godzina spędzana w pociągu. Ponieważ od siedzenia bolą już nas tyłki, stoimy sobie na korytarzu podziwiając krajobraz. Jak to z PKP bywa, od kilkunastu minut sterczymy w szczerym polu bez widoków na dalszą jazdę, ale mimo to staramy się wydobyć z siebie nieco wakacyjnego nastroju i kontemplujemy otoczenie.

- Zobacz, jak ładnie. Pola, łąki, posiane zboża…
- Wygląda to trochę jak obrazek z Windowsa.
Szczęśliwie dojechaliśmy do celu, hotelowy pokój czekał, a pierwsze co zrobił Programista po przyjeździe to poszedł zapytać o hasło do bezprzewodowego internetu. Wszystko działało, można rozpocząć urlop. Idę więc wziąć relaksujący prysznic, a kiedy wychodzę z łazienki widzę leżącego Programistę pogrążonego w rozmyślaniach.

- I o czym tak myślisz?
- Zastanawiam się jak sformułować temat mojej pracy magisterskiej.
Nadmorskie powietrze sprzyja nie tylko nabywaniu odporności, ale też programistycznym złotym myślom, którymi niechybnie musi się ze mną podzielić.

- Czy wiesz, że oczy są przedłużeniem mózgu?

Spacerując nadmorską promenadą zainteresowało nas dość duże zagęszczenie ludzi na stosunkowo małym terenie. Ponieważ mój wzrost nie pozwalał na zobaczenie czegokolwiek oprócz dziwnego faceta z pióropuszem między głowami zapatrzonych w niego gapiów, pytam Programisty co tam takiego się dzieje.

- Ciekawe co ten pan tam robi…
- Z pewnością zdejmuje spodnie i macha siusiakiem.
Koniec nadmorskiego przekazu.

23.

3 komentarzy

W ostatnim czasie dość często nawiedzały nas burze. I mam tutaj na myśli zjawisko meteorologiczne typowe dla polskiego lata, a nie metaforę kłótni i awantur. Jak wiadomo, podczas burzy trzeba odłączyć wszystkie domowe komputery sztuk trzy, nie używać mikrofali ani komórki. Dla mnie nowością było, że w trakcie burzy nie wolno się kąpać. Na szczęście Programista jest źródłem wiedzy jakże cennym oraz wyrozumiałym.

- A w trakcie burzy można się kąpać?
- Nie polecam. Ale nie martw się, brudną też Cię kocham!

Po owych burzach wychodzi jednak słońce (tu też nie mamy do czynienia z metaforą), co chętnie wykorzystujemy idąc na spacer. Tzn. ja chcę sobie niespiesznie połazić, a Programista maszeruje niczym wojsko w drodze na poligon. Zmuszona więc jestem siłą zwalniać jego tempo, co oczywiście wywołuje żywy sprzeciw.

- Przecież to nie jest chodzenie!
- A co to jest?
- To jest iście.

To, co po szczęśliwie zakończonej sesji cieszy zarówno mnie, jak i Programistę, to imprezy. A że czerwiec to czas obfitujący w urodziny i imieniny naszych przyjaciół, okazji nie brakowało. Człowiek jest już jednak coraz starszy, coraz mniejsze dawki alkoholu dają się coraz bardziej we znaki, toteż Programista w środku imprezy (czyli koło 3 nad ranem) padł jak rażony piorunem na rodzicielskie łoże w domu organizatora imprezy, nie dając znaków życia poza głośnym pochrapywaniem. Rano, kiedy już kontaktował, opowiedzieliśmy mu całą sytuację.

- Walnąłeś się na łóżko i zasnąłeś pijackim snem.
- Wcale nie! Ja tylko włączyłem tryb regeneracyjny.

A już w piątek wyjeżdżamy nad Bałtyk, oddawać się błogiemu lenistwu. Nie martwcie się, ośrodek wyposażony jest w wi-fi, a Programista nie rusza się nigdzie bez laptopa. Relacjonować będę więc na bieżąco.


  • RSS